zapiski z pracowni
rękodzieło kontra maszyna
W świecie rzeczy szybkich, tanich i łatwych do wymiany ręcznie robiony nóż staje się czymś więcej niż narzędziem. To ślad pracy człowieka, jego uważności, doświadczenia i intencji. Dlatego w Zdunek Knives nie powstaje produkcja masowa, lecz pojedyncze noże tworzone powoli, ręcznie i z myślą o tym, by przetrwały dłużej niż ich twórca. nóż ręcznie robiony
Spis treści
Świat rzeczy szybkich i wymienialnych
Co za czasy. Nosimy w kieszeniach smartfony, małe urządzenia, które stały się częścią nas. Nie tylko przez nie rozmawiamy, robimy biznesy, zdjęcia i filmy, sprawdzamy lokalizację. Coraz częściej po prostu w nich żyjemy. Gdy zabraknie im prądu, czujemy się tak, jakby świat się zatrzymał. Nie wiemy, co robić. Ledwo oddychamy bez tego sprzętu.
Otaczają nas rzeczy, które kupujemy tanio, które szybko się psują i które łatwiej wymienić na nowe niż naprawić. Wszystko ma być dostępne od razu. Plastikowe, powtarzalne, nietrwałe, na chwilę. Nie tylko rzeczy tak wyglądają. Czasem także relacje między ludźmi. Świat zwariował. A jednak im więcej takich przedmiotów nas otacza, tym mocniej zaczynamy tęsknić za czymś prawdziwym. Za czymś, co nie powstało tylko po to, żeby zostać sprzedane, zużyte i zastąpione następnym egzemplarzem.
Tęsknota za spokojem
Urodziłem się w dużym mieście. Tam się wychowałem, uczyłem, miałem przyjaciół, uprawiałem sporty, studiowałem, pracowałem, założyłem rodzinę, wziąłem kredyt i wkrótce pędziłem jak szczur w wyścigu o pieniądze. Permanentny stres, alkohol, papierosy, hektolitry kawy. Psychika i zdrowie w coraz gorszym stanie, choć miałem dopiero trzydzieści parę lat. Historia jakich wiele.
Przyszedł jednak moment, w którym pomyślałem, że coś jest bardzo nie tak w moim życiu. Nie umiałem tego jeszcze zdefiniować, ale czułem, że jeśli będę dalej podążał tą drogą, daleko nie zajdę. Zatęskniłem za spokojem. Za poczuciem wewnętrznej równowagi. Za tym, żeby na co dzień być uśmiechniętym, zadowolonym i szczęśliwym; nie tylko wtedy, gdy wypiję butelkę dobrego wina. Moje myśli zaczęły krążyć wokół spokojniejszego życia. Bliżej natury, bliżej ziemi, bliżej rodziny. Z dala od pędzącego świata. Wolny, niezależny i spokojniejszy.
Skąd pojawiło się to uczucie? Czy była to tęsknota za naturą, którą zaszczepił we mnie mój tata, zabierając mnie pierwszy raz do lasu na polowanie? A może moje zmęczone i zatrute ciało uruchomiło jakiś mechanizm obronny, pamięć przodków, którzy żyli bliżej ziemi i w większej harmonii z otaczającym światem? Może jedno i drugie. Wiem tylko, że było to bardzo silne uczucie. Kierowało mną w sposób niewidoczny i doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem teraz. To ono było motorem trudnych decyzji: zerwania z nałogami, wycofania się z rodzinnego biznesu i pójścia własną drogą.
Nie zrealizowałem marzenia o życiu na wsi w dosłownym sensie. Nie prowadzę gospodarstwa, nie mam krów, świń i stawu z rybami. Ale mieszkam z rodziną w pięknym, zielonym, małym mieście, wśród starych drzew, ptaków i wiewiórek. Nie produkuję żywności, ale mam do niej dostęp na lokalnym bazarze. Jako myśliwy zaopatruję rodzinny stół w dziczyznę. A przy domu mam swoją pracownię, w której realizuję się jako artysta rzemieślnik tworzący noże.
Rękodzieło jako powrót do korzeni
Myślę, że tęsknota za wolnością, za spokojem i za tym, co naturalne, tkwi w każdym z nas. Rękodzieło jest dla mnie powrotem człowieka do korzeni. Do tego, co pierwotne, osobiste i prawdziwe. Ludzie od zawsze używali swoich rąk. Bez pracy rąk nie mielibyśmy co jeść, gdzie mieszkać, czym się ogrzać ani czym pracować. Wszystko, co mamy, zaczęło się kiedyś od ludzkiej myśli, ludzkiej potrzeby i ludzkiej ręki.
Człowiek jako istota inteligentna zawsze dążył do tego, żeby robić rzeczy lepiej, więcej i taniej. To się nazywa rozwój. Tworzyliśmy i nadal tworzymy narzędzia, które pomagają nam być bardziej efektywnymi. Powstawały maszyny, kalkulatory, komputery, roboty, CNC, internet, a teraz sztuczna inteligencja, która rewolucjonizuje nasze życie. Dzięki narzędziom, które stworzyliśmy, pracy naszych rąk jest coraz mniej. Rzemieślników też jest coraz mniej.
Ale co ciekawe, kiedy człowiek jest wypalony, zmęczony i zagubiony, ukojenie często znajduje właśnie w pracy twórczej. Jedni zaczynają malować. Inni grają na instrumencie, uprawiają warzywa, pracują w drewnie, skórze albo stali. Tak jakby człowiek, po całym tym pędzie ku nowoczesności, w końcu i tak musiał wrócić do własnych rąk.
Nóż, czyli jedno z najstarszych narzędzi człowieka
Czym różni się praca ludzkich rąk od pracy maszyn? I jakie to ma dla nas znaczenie? Dla mnie odpowiedź na to pytanie najlepiej widać na przykładzie noża. Nóż zawsze był dla człowieka bardzo ważny. Ręcznie robiony nóż jest jednym z najstarszych narzędzi i towarzyszy ludziom od zarania dziejów. Początkowo był rozłupanym kawałkiem odpowiedniej skały. Później kamień połączono z rękojeścią z drewna albo kości. Z czasem człowiek nauczył się wyrabiać stal, hartować ją, kuć i obrabiać.
Kowale robili noże, miecze i inną białą broń. Potem część ich pracy przejęły duże huty i maszyny. Dziś mamy także lasery, obrabiarki CNC i narzędzia sterowane komputerowo. Ale nóż nigdy nie był tylko narzędziem. Był symbolem statusu, pamiątką rodzinną, przedmiotem przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Ludzie zdobili noże grawerunkami, drogimi materiałami, czasem kamieniami szlachetnymi. Piękny nóż był nie tylko użyteczny. Był także ozdobą i świadectwem kunsztu.
Przez długi czas twórcy noży i innej białej broni cieszyli się wysokim prestiżem oraz uznaniem. Dlaczego więc, mimo całego postępu technologicznego, ludzie wciąż robią noże ręcznie? Przecież z ekonomicznego punktu widzenia często nie ma to większego sensu…
Niedoskonałość, która daje niepowtarzalność
Człowiek jest niedoskonały. Dąży do tego, by to, co robi, było doskonałe, ale nigdy nie będzie maszyną. I właśnie w tym jest coś pięknego. Każdy nóż wykonany przez rzemieślnika jest inny. Nawet jeśli twórca chciałby zrobić dwa identyczne egzemplarze, nigdy do końca mu się to nie uda. Na pierwszy rzut oka mogą wyglądać tak samo, ale gdy przyjrzymy się bliżej, zobaczymy różnice.
Ostrza moich noży szlifuję z ręki. Nie używam tak zwanych jigów, czyli prowadnic utrzymujących stały kąt szlifowania. Biorę stal do ręki, przykładam ją do szlifierki taśmowej, ręcznie dociskam i prowadzę po materiale ściernym poruszającym się z bardzo dużą prędkością. Po pierwsze, bardzo łatwo o błąd i zniszczenie stali przez chwilę nieuwagi. Po drugie, bardzo trudno uzyskać powtarzalny kształt szlifu i symetrię z drugą stroną ostrza. Im większe mistrzostwo, tym bardziej powtarzalne są kształty. Ale nigdy nie będą identyczne. Człowiek nie wykona dokładnie takich samych czynności za każdym razem. Dlatego ostrze nigdy nie może wyjść takie samo.
Z ręcznym grawerowaniem jest podobnie. Rylec prowadzi się ręcznie, pod różnymi kątami, z różną siłą nacisku, w różnym rytmie. Można grawerować według tego samego projektu, a jednak za każdym razem efekt będzie trochę inny. Grawerunek ręczny to wielowymiarowe rysy i cięcia w stali, które dają poczucie przestrzeni i życia. Warto przyjrzeć się im przez lupę. Wtedy dobrze widać, czy wykonała je maszyna, czy człowiek.
Grawerowanie laserowe polega na wypalaniu zaprogramowanych wzorów. Wszystko odbywa się technicznie, równo, powtarzalnie. Laserowy grawer wygląda jak wydruk i w pewnym sensie nim jest. I to po prostu widać.
Maszyna reprodukuje. Człowiek tworzy. Maszyna jest świetna w kopiowaniu, ale nie jest artystą. Artystą może być tylko człowiek. Nóż wykonany przez człowieka jest czymś znacznie więcej niż narzędziem do pracy. Ma w sobie cząstkę twórcy: cząstkę jego niedoskonałości, uważności, doświadczenia i niepowtarzalności. I to jest piękne.
Historia zapisana w przedmiocie
Najlepszą formą poznania prawdziwego rękodzieła jest poznanie jego twórcy. Rozmowa o rzemiośle, technikach, materiałach i sposobie pracy potrafi powiedzieć bardzo wiele. Ale jeszcze więcej daje wzięcie przedmiotu do ręki i obejrzenie go z bliska. Wtedy można poczuć, czy mamy do czynienia z rzeczą stworzoną z uwagą, czy tylko z produktem.
Ale czy to wszystko naprawdę ma znaczenie? Pozwól, że opowiem historię jednego z pierwszych noży myśliwskich, które zrobiłem w życiu.
Nóż ręcznie robiony dla ojca
Postanowiłem zrobić tacie prezent pod choinkę. Nie do końca wiedziałem, czy mi się udało. Byłem jeszcze na początku swojej drogi. Chciałem jednak tym nożem pokazać ojcu, że go szanuję i że jestem mu wdzięczny. Nie byłem pewien, co się z tym nożem dalej stanie. Może trafi do szuflady z innymi prezentami. Miałem jednak nadzieję, że tata będzie go nosił ze sobą na polowanie.
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie mama. Powiedziała, że ojciec upolował dzika, wypatroszył go, oskórował i rozłożył na porcje. Zrobił to właśnie tym nożem ode mnie. Ojciec zaprosił mnie potem do siebie. Opowiedział mi swoją przygodę z nocnego polowania na dzika i podzielił się ze mną mięsem, które zabrałem do domu, upiekłem i zjedliśmy razem na niedzielnym rodzinnym obiedzie.
Historia mojego noża trwała dalej. Ten nóż był ważny dla kogoś innego, wrócił do mnie i do mojej rodziny w postaci zdrowego posiłku. Tata może nie zdawał sobie z tego sprawy, ale biorąc mój nóż na polowanie i używając go, sprawił mi ogromną radość. To są emocje na zupełnie innym poziomie. Mam nadzieję, że poczuł się ze mnie choć trochę dumny. Czy taka sytuacja byłaby możliwa, gdybym po prostu kupił mu jakiś nóż myśliwski i podarował w dniu wigilijnym? Dla mnie odpowiedź jest oczywista.
Dlaczego nie chcę konkurować z produkcją masową
Na początku mojej drogi dużo myślałem o tym, w jakim kierunku pójść z nożami. Wiedziałem, że nie mogę konkurować cenowo z nożami seryjnie produkowanymi w fabrykach. Nie miałoby to sensu. Postanowiłem więc pójść w przeciwnym kierunku. Produkować mało, ale w sposób, którego maszyna nie jest w stanie osiągnąć: z intencją, uwagą i cząstką siebie.
Każdy etap tworzenia noża wymaga skupienia, koncentracji i obecności. Oczywiście ważne jest również to, czy kochasz to, co robisz, czy robisz to tylko dlatego, że musisz albo wyłącznie dla pieniędzy. Pozytywne intencje są ważne. Historia człowieka, który stoi za przedmiotem, też jest ważna, chociaż jej nie widać. Historia twórcy jest zapisana w każdym elemencie przedmiotu wykonanego ręcznie. Nie widać tego od razu, ale to tam jest. Dlatego mówi się, że przedmioty stworzone własnoręcznie mają duszę. Mają duszę twórcy i historię każdego następnego użytkownika. Ręcznie robiony nóż, który jest w rodzinie od pokoleń, ma w sobie naprawdę dużo więcej niż tylko stal i drewno.
Pracownia, która nie ma być fabryką
Lubię ludzi. Mam doświadczenie w prowadzeniu biznesu. Przez lata budowałem zespoły, uczyłem się rozmawiać z ludźmi, kierować nimi i brać za nich odpowiedzialność. Ale najlepiej czuję się, działając sam. Z natury jestem samotnym wilkiem. Lubię swoje towarzystwo. Potrzebuję ciszy, skupienia i przestrzeni, w której mogę być sam ze swoją pracą.
Podejmując decyzję o knifemakingu, od początku chciałem, żeby była to działalność jednoosobowa. Nie chciałem, żeby się skalowała, rozrastała i zamieniała w firmę, która z czasem zacznie przypominać coś, od czego kiedyś chciałem odejść. Chciałem, żeby to był projekt mojego życia. Projekt, który zakończy się razem z moją karierą. Może kiedyś znajdę ucznia. Może ktoś z rodziny będzie chciał przejąć część tej wiedzy. Mogę przekazać technikę, doświadczenie, sposób myślenia. Ale moje rzemiosło to ja. Mogę zostawić po sobie cząstkę siebie (tak jak cząstka Boba Lovelessa żyje we mnie i w moich nożach), ale to już nigdy nie będzie dokładnie to samo. Dlatego nie chcę budować fabryki. Nie chcę, żeby moje noże były anonimowym produktem z linii produkcyjnej. Chcę, żeby każdy egzemplarz był przedmiotem, za którym stoi konkretny człowiek, konkretna historia i konkretny czas spędzony w pracowni.
Rzemiosło jako droga
Moje rzemiosło nie jest dla mnie biznesem, który robię wyłącznie dla pieniędzy. Założenie było inne: jeżeli będę naprawdę dobry w tym, co robię, pieniądze przyjdą jako konsekwencja. Nie odwrotnie. Oczywiście zależy mi na tym, żeby moja praca pozwalała mi żyć. Ale zapłata jest dla mnie również formą uznania, wdzięczności i podziękowania za pracę artysty rzemieślnika. Bycie artystą i zarabianie dobrych pieniędzy nie jest w dzisiejszych czasach łatwe. Ale wierzę, że jest możliwe.
Moje rzemiosło jest dla mnie sposobem na życie w harmonii z samym sobą. Wewnętrznie czuję się artystą, a tworzenie własnymi rękami jest moim powołaniem. Czuję to całym sobą. Ta praca dała mi wewnętrzny spokój, którego przez lata szukałem. Jest jednym z puzzli mojego życia, który w końcu znalazł swoje miejsce.
Mam naturę introwertyczną. Dużo dzieje się w moim wnętrzu. Dialog prowadzę właściwie bez przerwy. W warsztacie czuję się dobrze. Praca nad nożami to nie tylko praca fizyczna. W mojej głowie ciągle przetwarzam informacje, planuję, tworzę, układam. Wszystko zaczyna się od myśli. Jako dziecko niewiele mówiłem. Z pozoru nic się nie działo, ale w głowie trwał ciągły proces. Mam tak do dziś. Dziś mówię więcej i jestem bardziej otwarty, ale wciąż potrzebuję dużo czasu ze sobą. Zawsze wolałem działać niż tylko obserwować. Uprawiać sport, a nie tylko oglądać. Uczyć się przez ruch, wysiłek, błędy i powtarzanie.
Teraz moje rzemiosło jest miejscem, w którym działam w podobny sposób. Uczę się na błędach, rywalizuję sam ze sobą i stale podnoszę sobie poprzeczkę. To droga rzemieślnika: od ucznia, przez czeladnika, aż do mistrza. Uczę się cały czas. Uczęszczałem i nadal uczęszczam na warsztaty. Czytam, oglądam prace innych twórców noży i mistrzów grawerowania. Staram się uczyć od najlepszych. To ciągły proces dążenia do doskonałości. Nie można się tutaj nudzić. Zawsze jest coś, co można zrobić lepiej.
Przedmioty, które mają duszę
Kiedyś śmiałem się, gdy babcia mówiła mi, żebym rozmawiał z grzybami, to zacznę je znajdować. Dziś patrzę na to inaczej. Wierzę, że na pewnym poziomie wszystko jest ze sobą połączone. Emanujemy pewną energią, która wpływa na otoczenie, na innych ludzi, na rośliny i przedmioty. Teraz ja rozmawiam z moimi nożami. Może brzmi to dziwnie, ale dla mnie jest naturalne. Każdy etap pracy wymaga obecności. Trzeba patrzeć, słuchać, reagować. Materiał coś pokazuje, stawia opór, czasem prowadzi w inną stronę, niż zakładałem. Praca ręczna jest rozmową. Ze stalą, drewnem, narzędziem i samym sobą.
Rękodzieło jest dla mnie sposobem na opowiedzenie swojej historii następnym pokoleniom. Sposobem na bycie zapamiętanym i wspominanym. Żyjemy przez chwilę. Często niewiele po nas zostaje. Pamiętają o nas dzieci, może wnukowie. Prawnukowie coś słyszeli. Potem pamięć zanika. Moje noże przetrwają jeszcze długo po mojej śmierci. Mam nadzieję, że część mojej historii będzie żyć razem z nimi.