zapiski z pracowni

Droga do noża myśliwskiego Ratel

Ten tekst jest osobistą opowieścią o drodze, która zaprowadziła mnie do nożownictwa, oraz o tym, jak w pracowni Zdunek Knives powstają ręcznie robione noże myśliwskie. To historia o myślistwie, pracy rąk, dążeniu do mistrzostwa i o modelu Ratel, nożu, w którym zebrałem wszystko, co dla mnie w rzemiośle najważniejsze.

Jak znalazłem się tu, gdzie jestem

Hubert w młodości podczas polowania z ojcem
Fot. 1. Jedna z pierwszych wypraw na polowanie z ojcem, Andrzejem, 1987 r.

Pochodzę z rodziny o myśliwskich tradycjach. Dziadek Leonard wprowadził w łowiectwo mojego ojca, Andrzeja, a ojciec z kolei wprowadził do tego świata mnie. Od najmłodszych lat zabierał mnie na polowania. Pokazywał, jak obchodzić się z bronią, jak zachowywać się w lesie, jak czytać ślady i podchodzić zwierza. Uczył mnie celnie strzelać, poprawnie trzymać nóż, sprawiać zwierzynę i przyrządzać najsmaczniejszą wątróbkę z dzika. Przy ognisku opowiadał o swoich przygodach w kniei, o etyce i kulturze łowieckiej, o szacunku do zwierząt i otaczającej przyrody.

Bycie myśliwym jest dla mnie ważne. Czuję się blisko natury, czuję się jej częścią. Mogę pójść do lasu, spędzić dobrze czas, wypocząć i zdobyć dla rodziny wartościowe, zdrowe pożywienie. Świeży zapach lasu po deszczu, śnieg, pełnia księżyca w zimową mroźną noc, mgła na łąkach o poranku, zapach broni i dymu z lufy…To wszystko budzi we mnie wyjątkowe wspomnienia z młodych lat.

Dyscyplina, sport i charakter

Na ukształtowanie mojego charakteru ogromny wpływ miały również sztuki walki, którymi byłem zafascynowany od dziecka. Judo, które przez wiele lat trenowałem jako młodzieniec, nauczyło mnie ciężkiej pracy nad sobą, dyscypliny, szacunku do senseia i do samej sztuki walki. Trener wpajał nam także pewien kodeks młodego samuraja: rywalizować uczciwie, pracować nad sobą i robić postępy niezależnie od wyniku. Byłem zdolnym i dobrze zapowiadającym się zawodnikiem. Odkryłem w sobie ducha rywalizacji i współzawodnictwa. Wtedy też pierwszy raz poczułem smak zwycięstwa. I nie chodziło wyłącznie o to, żeby pokonać innych, ale o to, żeby być coraz lepszą wersją siebie.

Po judo, za namową ojca, rozpocząłem kolejną sportową drogę. Tym razem było to strzelanie do rzutków Skeet. Byłem dobrym zawodnikiem, zdobywałem medale na mistrzostwach Polski, Europy i świata. Zapragnąłem zostać mistrzem olimpijskim, ale życie sprowadziło mnie na ziemię. Jako pełnoletni człowiek musiałem podjąć decyzję: iść dalej w kierunku sportowego zawodowstwa czy zacząć zarabiać w inny sposób? Zdecydowałem się zrezygnować z kariery sportowca i pójść na studia z dziedziny zarządzania i marketingu.

Argali, czyli rodzinny biznes i lekcja odpowiedzialności

Po studiach rodzinne tradycje myśliwskie przerodziły się w rodzinny biznes. Założyliśmy z tatą Biuro Polowań Argali. Przez prawie 20 lat organizowaliśmy polowania w Polsce i na świecie dla myśliwych z Polski, Danii, Finlandii, Norwegii, Hiszpanii i Niemiec. Poznałem wielu wspaniałych ludzi. Byli lojalni partnerzy biznesowi, zaangażowani pracownicy, klienci, z którymi łączyło nas wzajemne zaufanie. Nie zabrakło też rozczarowań, zdarzali się, choć rzadko, nieuczciwi klienci i kontrahenci. Udało nam się zbudować rozpoznawalną markę, zaufanie klientów i dobre relacje z partnerami. Był to ważny rozdział mojego życia. Nauczył mnie odpowiedzialności, kontaktu z ludźmi i prowadzenia biznesu w branży, którą znałem od dziecka.

Hubert z ojcem w lesie
Fot. 2. W terenie z ojcem, Andrzejem, współwłaścicielem firmy Argali

W pewnym momencie zrozumiałem jednak, że trudno będzie zbudować stabilny biznes na lata w branży organizacji polowań. Zbyt dużo w tej działalności zależało od innych ludzi, od przepisów prawa, od pogody i od panujących nastrojów społecznych.

Pojawiła się myśl, że byłoby wspaniale móc oferować ludziom własny produkt albo własną usługę. Coś, za co mogę w pełni odpowiadać, własną markę, na którą mam bezpośredni wpływ…

Moment przebudzenia

W głębi mnie coś się budziło. Czułem to, ale nie do końca rozumiałem, co to jest. Teraz już wiem, że była to ukryta głęboko potrzeba tworzenia. W pewnym momencie przyszło wypalenie zawodowe i wewnętrzne poczucie beznadziei, mimo że na pierwszy rzut oka moje życie wyglądało na poukładane. Miałem rodzinę, dom, dobrze działający biznes. A jednak czułem, że czegoś mi brakuje.

To był moment przebudzenia. Dojrzałem do zmian. Postanowiłem opuścić rodzinną firmę i poszukać innej drogi. Choć wtedy jeszcze nie wiedziałem, dokąd mnie ona zaprowadzi.

Pierwszy nóż

Nigdy w życiu nie pomyślałem, że zostanę twórcą noży, knifemakerem.

Po wycofaniu się z biznesu organizacji polowań przez kilka lat szukałem zajęcia dla siebie. Próbowałem swoich sił w branży nieruchomości. Jeździłem na szkolenia stolarskie, kaletnicze, kowalskie i zduńskie. Czułem, że kierunek rękodzieła jest dla mnie dobry, ale dopiero kiedy zrobiłem swój pierwszy nóż na kilkudniowym szkoleniu z nożownictwa, poczułem, że jestem w końcu we właściwym miejscu. Znalazłem tam wszystko, co zawsze lubiłem robić: wymyślać, projektować, rysować, majsterkować, wycinać, wiercić, szlifować, rzeźbić, kleić i szyć.

Co prawda na pierwszym szkoleniu zrobiłem nóż kuchenny (do dziś jest to najważniejszy nóż w naszej kuchni), ale nigdy więcej nie wróciłem już do tworzenia noży kuchennych.

Dlaczego ręcznie robione noże myśliwskie, a nie... kuchenne?

Zastanawiałem się, jakie noże robić. Co najbardziej mi odpowiada? Co mi się najbardziej podoba? W czym jestem najbardziej autentyczny?

Próbowałem różnych form: noży bushcraftowych, myśliwskich, składanych. Ostatecznie zostałem przy nożach myśliwskich, z którymi miałem do czynienia od dziecka. Eksperymentowałem z różnymi rodzajami stali, jej grubością, materiałami na rękojeść, kształtami ostrza, geometrią rękojeści, rodzajami szlifu, sposobami ostrzenia, długościami noża i szerokością ostrza. Rozmawiałem z myśliwymi, pytałem ich o zdanie, prosiłem o testowanie moich ręcznie robionych noży mysliwskich.

Z czasem coraz wyraźniej widziałem, że nóż myśliwski nie jest dla mnie tylko narzędziem. Jest przedmiotem, w którym spotyka się użytkowość, rzemiosło, zrozumienie lasu i moja osobista historia.

Dopracowywanie formy

Czytałem książki, oglądałem noże wykonane przez innych rzemieślników, przewertowałem prawie wszystkie możliwe źródła. Szkoliłem się w Polsce i pod okiem mistrzów nożownictwa w Austrii.

Największy wpływ na moją filozofię, techniki i warsztat miał jednak nieżyjący już od wielu lat Bob Loveless, twórca najbardziej znanego noża myśliwskiego na świecie, Drop-Point Huntera.

otwarta książka Boba Lovelessa i zdjęcie noża myśliwskiego ręcznie robionego
Fot. 3. Bob Loveless, mistrz nożownictwa i duchowy mentor. Zawsze w pobliżu.

Niezliczoną ilość razy studiowałem jego prawie dwugodzinny film, chłonąc każde słowo i każdą sekundę nagrania. Wdrażałem jego techniki w życie, sprawdzałem je, powtarzałem i dopasowywałem do własnej pracy. Bob jest moim mentorem i choć nigdy go nie poznałem, to wiem, że jego duch żyje w każdym nożu wychodzącym spod moich rąk.

Grawerunek jako osobisty akcent ręcznie robionych noży myśliwskich

Po kilku latach, kiedy byłem już zadowolony z jakości i wyglądu moich noży, zacząłem zastanawiać się, co mógłbym zrobić, żeby były jeszcze lepsze i jeszcze piękniejsze.

Przypomniałem sobie wtedy o dubeltówce, którą dawno temu dostałem od ojca. To piękna broń wykonana w belgijskich zakładach Browning FN, wygrawerowana przez mistrza. Zapragnąłem, by moje noże wzbudzały podobny zachwyt, jaki towarzyszy mi, gdy trzymam tę broń w ręku.

Tak rozpoczęła się moja przygoda z grawerowaniem — kolejna cegiełka w rozwijaniu się jako artysta rzemieślnik.

Znowu pochłonąłem internet i książki. Brałem lekcje u najlepszych grawerów w Polsce i we Włoszech. Kupiłem odpowiedni sprzęt i po kilku miesiącach intensywnej nauki zaczęły powstawać pierwsze grawerunki na moich nożach.

Jeden model zamiast wielu

Nieustające myśli krążyły (i nadal krążą) w mojej głowie, układając się w jedno pytanie: co zrobić, żeby być jeszcze lepszym w tym, co robię? To jest silniejsze ode mnie. Nie jestem w stanie nad tym zapanować. Dążenie do mistrzostwa jest z mojej strony pewną obsesją. Wiem o tym.

Mój tok rozumowania był następujący: robieniem noży zająłem się stosunkowo późno (bo w wieku czterdziestu kilku lat), nie mam więc przed sobą nieograniczonej ilości czasu. Realnie mogłem zakładać około 20–25 lat pracy w tym zawodzie. Uświadomiłem sobie, że jeśli chcę zostać mistrzem, to muszę znaleźć na to sposób.

Rozważania trwały dość długo. W pewnym momencie dotarło do mnie, że nie mogę robić wielu różnych noży, z których klienci będą sobie coś wybierać. Nie mogę robić każdego noża innego, wykonywanego na specjalne zamówienie. Nie może to być produkcja dużej liczby średniej jakości noży.

Wszystko sprowadziło się do jednej, prostej idei: nie ilość, tylko jakość. Powinienem znaleźć własną drogę. Nie powtarzać schematów innych twórców. Wybrać wąską specjalizację i poświęcić cały swój czas oraz energię na osiągnięcie mistrzostwa w tej niszy. I tak powstał pomysł stworzenia noża myśliwskiego, któremu nadałem nazwę Ratel. Jeden model noża. Dopracowywany do perfekcji pod względem użytkowym i wizualnym.

Ręcznie robione noże myśliwskie: co to właściwie znaczy?

Nóż myśliwski to na początku tylko kawałek stali na ostrze i drewno na rękojeść. Ale proces jego tworzenia jest pracochłonny. Prosty nóż można wykonać ręcznie w około 10 godzin. Ale to będzie po prostu zwykły nóż. Żeby zrobić nóż, który wygląda i działa jak dzieło sztuki użytkowej, trzeba poświęcić wielokrotnie więcej czasu. W moim przypadku jest to nawet do 80 godzin pracy, jeżeli nóż jest grawerowany. Najwięcej czasu zajmuje ręczne wykończenie detali: satynowanie i polerowanie stali ostrza, gardy i rękojeści, a także projektowanie i wykonanie grawerunku.

Jak powstaje Ratel, czyli rzeźba w skali

Cały proces powstawania noża w mojej pracowni jest dla mnie formą rzeźbienia w drewnie i stali. Najpierw biorę do ręki stal, nadaję jej kształt i szlifuję ostrze. Potem łączę stal z drewnem i kształtuję rękojeść noża. To rzeźba w makroskali. Następnie graweruję używając mikroskopu, czyli inaczej mówiąc: rzeźbię w stali wzory w bardzo dużym detalu. Grawerowanie jest dla mnie rzeźbą w mikroskali. Pewnie można by powiedzieć, że jestem rzeźbiarzem. Rzeźbię noże.

elementy ręcznie robionego noża myśliwskiego
Fot. 4. Projekt formy noża myśliwskiego Ratel to punkt wyjścia dla każdego egzemplarza.

Każdy element ma znaczenie

Każdy kształt, każdy element i każdy materiał są w moich nożach głęboko przemyślane. Nic nie jest przypadkowe: typ ostrza drop-point, czyli z opuszczonym czubkiem, pełny trzpień full tang, szlif wklęsły hollow grind, grubość i długość ostrza, długość rękojeści, rodzaj stali, sposób odchudzania rękojeści, czyli tapered tang, sposób łączenia stalowej gardy ze stalą, sposób łączenia drewna ze stalą, kształt i geometria rękojeści. Wszystko ma znaczenie. Moje noże są zaprojektowane i wykonane tak, żeby były mocnym, solidnym, trwałym, ostrym, wygodnym, bezpiecznym i pięknym narzędziem w rękach myśliwego. Chcę, żeby były niezastąpionym i niezawodnym towarzyszem na każdym polowaniu.

Każdy nóż myśliwski opuszczający pracownię Zdunek Knives ma idealnie dopasowaną pochwę skórzaną, również wykonywaną w całości ręcznie. Zależało mi na tym, żeby nóż, któremu poświęciłem tyle czasu, miał godny dom. Wycinanie skóry, wybijanie dziur na nici, ręczne szycie szwem siodlarskim i wykańczanie krawędzi pochwy to także pracochłonny proces. Jeżeli chce się zadbać o każdy szczegół, nie ma tutaj drogi na skróty. Dzięki odpowiedniej grubości i jakości skóry, właściwemu garbowaniu, impregnacji i wykończeniu powstaje pochwa, która jest piękna, solidna i może służyć właścicielowi przez wiele lat.

Najbardziej lubię chwilę, kiedy biorę do ręki wykończony nóż. Czuję, jak dobrze leży w dłoni w różnych pozycjach, jak wygodnie pracuje, jak prezentuje się wypolerowane i dobrze naostrzone ostrze. Sprawdzam, jak nóż współgra z pochwą: czy łatwo się go wyjmuje, czy wygodnie wkłada, czy stabilnie w niej siedzi. Powiem nieskromnie: w takich momentach czuję dumę i szczęście. Dla mnie to moment magiczny.

Dlaczego Ratel?

Dlaczego moje noże nazwałem Ratel? Ratel, zwany też miodożerem, po angielsku Honey Badger, to niewielkie zwierzę z rodziny łasicowatych. Jest znany ze swojej waleczności, nieustraszoności, odporności i wytrzymałości. Dawno temu zafascynował mnie ten dzielny zwierz. Pomyślałem, że jego nazwa będzie świetnie pasować do noży myśliwskich, które wykonuję.

Moje noże, podobnie jak ratel, są stosunkowo małe. Na co dzień żyją w pochwie, nie rzucają się w oczy, ale są ostre, wytrzymałe, niełatwo je stępić i nie boją się trudnych zadań.

Dlaczego noży Ratel będzie tylko 441?

Inspiracją do tego pomysłu była tajemnicza postać Satoshiego Nakamoto, który tworząc bitcoina, zapisał w jego kodzie źródłowym, że nigdy nie będzie go więcej niż 21 milionów. To jedna z cech, która nadaje mu wartość i wyróżnia go w świecie, w którym produkcja pieniędzy nie zna limitu.

Oszacowałem, że w swoim życiu będę w stanie zrobić maksymalnie około 500 noży. Wpadła mi wtedy do głowy myśl, żeby subtelnie nawiązać do Satoshiego Nakamoto i z góry określić, że noży myśliwskich Ratel nie będzie nigdy więcej niż 441. 21 serii po 21 sztuk. Łącznie 441 noże stworzone przez całą moją karierę knifemakera. Model noża pozostaje ten sam, ale każdy egzemplarz jest na swój sposób niepowtarzalny i numerowany.

Projekt życia

Dzięki dyscyplinie i ciężkiej pracy udało mi się w końcu zreorganizować swoje życie tak, by odnaleźć zasoby, przestrzeń i czas na własną pracownię.

I oto jestem. Wiele lat później, w zupełnie innym miejscu. W chwili, gdy piszę te słowa, mam 47 lat i pracuję w swojej małej manufakturze ręcznie wykonywanych i grawerowanych noży myśliwskich Zdunek Knives. Pracownia stała się projektem mojego życia. Miejscem w czasie i przestrzeni, w którym wykorzystuję większość swoich naturalnych talentów, tworzę sztukę użytkową i czuję się jak ryba w wodzie. Jestem w miejscu, które zawsze na mnie czekało. Robię to, co lubię i w czym jestem dobry.

Każdy wykonany przeze mnie nóż to niemały kawałek mojej osobistej historii. To fragmenty najlepszego mnie ukryte w stali, drewnie i skórze. Każdy nóż myśliwski jest przedmiotem wykonanym z wykorzystaniem największych talentów i cech charakteru, którymi obdarzył mnie Bóg. To narzędzie zrobione z sercem, dobrą energią i z myślą, żeby trwało i było używane jeszcze długo po mojej śmierci.

Mam nadzieję zostać zapamiętany jako prawdziwy mistrz rzemiosła, który połączył sztukę ręcznego robienia noży i grawerunku. Daję z siebie wszystko, by zostawić po sobie dobre imię i by moje dzieci oraz wnuki były ze mnie dumne. Moja podróż cały czas trwa. Przede mną jeszcze wiele lat pracy twórczej. Każdy kolejny wykonany przeze mnie nóż myśliwski będzie coraz lepszy. Będzie dojrzewał razem ze mną jako twórcą. Mam nadzieję, że kiedyś zasłużę na miano jednego z najlepszych twórców grawerowanych noży myśliwskich na świecie.

Dziękuję, że spędziłeś ze mną czas.
Hubert Zdunek