Notes from the Workshop

grawerunek i personalizacja

Grawerunek na nożu może wyglądać jak detal, ale jego wykonanie potrafi zająć więcej czasu niż niejeden etap pracy nad samym nożem. Zanim pierwsza linia pojawi się na stali, są szkice, poprawki, projektowanie i wiele godzin pracy pod mikroskopem. Dla mnie grawerowanie stało się z czasem czymś więcej niż sposobem zdobienia noży. To kolejna dziedzina rzemiosła, której musiałem nauczyć się od podstaw i którą dziś traktuję jako integralną część własnego nożownictwa.

Dlaczego graweruję własne noże

Grawerunek pojawił się w mojej pracy kilka lat po tym, jak zacząłem robić noże. Na początku całą uwagę skupiałem na samej konstrukcji noża, stali, szlifie, rękojeści i wykończeniu. Chciałem przede wszystkim nauczyć się robić dobry nóż myśliwski.

Z czasem, kiedy byłem już coraz bardziej zadowolony z tego, co wychodziło z moich rąk, zacząłem zastanawiać się, co jeszcze mogę zrobić. Jak sprawić, żeby moje noże miały więcej mojego charakteru i żeby ich wygląd dorównywał jakości wykonania. Tak zaczęła się moja przygoda z grawerowaniem.

Dzisiaj wykonanie grawerunku jest osobnym, bardzo pracochłonnym etapem powstawania noża. Zanim rylec pierwszy raz dotknie stali, spędzam wiele godzin nad projektem. Najpierw jest ołówek i kartka, szkice i poprawki. Później projekt trafia do komputera, gdzie przygotowuję go do odpowiedniej skali i przeniesienia na metal. Dopiero wtedy siadam przy mikroskopie. Nóż mocuję w obrotowym imadle, biorę do ręki rylec i zaczynam pracę.

Sam grawerunek może zająć tydzień, dwa, a przy bardziej rozbudowanych projektach jeszcze więcej czasu. Jest to więc coś znacznie więcej niż dekoracja dodawana na końcu. Muszę o nim myśleć już wcześniej, projektując cały nóż.

Fot.1. Prace pod mikroskopem poprzedzają godziny spędzone na rysowaniu.

Jak zacząłem grawerować

Do rozpoczęcia nauki grawerowania przyczyniło się pewne niezbyt przyjemne doświadczenie.

Miałem wtedy jeden z pierwszych noży, z których naprawdę byłem zadowolony. Dobra stal, poprawnie wykonany szlif, rękojeść, która mi się podobała. Pomyślałem, że chciałbym dodatkowo ozdobić go grawerunkiem. Znalazłem grawera w Polsce i zleciłem mu wykonanie motywu roślinnego oraz mojego monogramu. Niestety nóż wrócił do mnie z uszkodzoną rękojeścią. Była pęknięta i później sklejona. Sam grawerunek też nie wyglądał tak, jak sobie wyobrażałem. Pokazałem go innemu grawerowi i jego opinia potwierdziła moje odczucia co do warsztatu i umiejętności grawera.

Byłem oczywiście rozczarowany, ale właśnie wtedy po raz pierwszy przyszło mi do głowy, że może powinienem nauczyć się robić to sam. Miałem w domu belgijską dubeltówkę Browning FN. Broń bardzo ładnie wygrawerowaną przez mistrza. Znałem ją od dawna, ale tym razem wziąłem lupę i zacząłem przyglądać się jej zupełnie inaczej niż wcześniej. Studiowałem linie, ornamenty, sposób prowadzenia wzoru. Spędziłem nad nią sporo czasu.

Pomyślałem wtedy, że właśnie takiego poziomu zdobienia chciałbym kiedyś dla swoich noży. I zacząłem się uczyć.

Nauka grawerowania

Pierwsze kroki stawiałem w Polsce. Uczyłem się tradycyjnego grawerowania ręcznego, bez urządzeń pneumatycznych. Rylec w ręku i kawałek stali przede mną.

Później pojechałem na szkolenie do Włoch. Przez tydzień uczyłem się pracy na urządzeniach GRS Gravermax, używanych przez grawerów i osadzaczy kamieni na całym świecie. Po powrocie kupiłem potrzebny sprzęt i zacząłem ćwiczyć na własną rękę. Jak zwykle u mnie wyglądało to tak, że im więcej się uczyłem, tym bardziej widziałem, ile jeszcze nie umiem. Każdy kolejny nóż był ćwiczeniem. Nie wszystko wychodziło tak, jak chciałem. Popełniałem błędy, poprawiałem je, próbowałem ponownie.

Później trafiłem na Alaina Lovenberga. Na możliwość nauki u niego czekałem prawie dwa lata. To człowiek, który grawerowaniem zajmuje się od wielu lat i traktuje je niezwykle poważnie. Szkolenie u niego bardzo zmieniło moje spojrzenie na tę dziedzinę. Zrozumiałem przede wszystkim, jak ogromna różnica jest między nauczeniem się samej techniki cięcia stali a umiejętnością zaprojektowania naprawdę dobrego grawerunku.

Scrollwork i tradycja grawerowania

Najbliższy jest mi obecnie scrollwork, czyli ornamenty tworzone z motywów roślinnych: liści, łodyg i gałązek układających się w określoną kompozycję. Takie zdobienia od setek lat pojawiają się na broni. Poszczególne kraje i regiony wykształciły własne szkoły. Inaczej wygląda scrollwork angielski, inaczej włoski czy belgijski. Mnie szczególnie podoba się tradycja angielska. Jest bardzo elegancka, uporządkowana i ponadczasowa. Studiuję stare wzorniki ornamentów, między innymi prace Karla Klimscha, oraz dorobek grawerów takich jak Sam Alfano, Ron Smith czy Ken Hunt.

Duży wpływ ma na mnie oczywiście również Alain Lovenberg, który uczył się w słynnej szkole rusznikarskiej w Liège w Belgii. To region od wielu pokoleń związany z produkcją i zdobieniem broni. Lovenberg sam zaczynał od tradycyjnego scrollworku. Dopiero po wielu latach wypracował swój własny, bardzo charakterystyczny styl.

Takie właśnie podejście jest mi bliskie. Najpierw chcę dobrze poznać zasady i tradycję. Nauczyć się ich od ludzi, którzy są w tej dziedzinie znacznie dalej ode mnie. Dopiero na takim fundamencie można próbować szukać własnego stylu.

Fot.2. Ornament roślinny tzw. scrollwork na nożu myśliwskim Ratel

Dlaczego graweruję ręcznie

Oczywiście podobne wzory można dzisiaj wykonać za pomocą lasera. Jest szybciej, dokładnie i powtarzalnie. Mnie jednak nie interesuje taka droga. W ręcznym grawerunku każda linia powstaje pod rylcem. Jej wygląd zależy od sposobu prowadzenia narzędzia, kąta, głębokości i nacisku. Pod mikroskopem doskonale widać wszystkie te różnice.

Właśnie dlatego zdecydowałem, że moje noże będą grawerowane ręcznie. Nawet logo wykonuję w ten sposób. Nie mam nic przeciwko technologii. Sam korzystam z komputera podczas przygotowywania projektu i z pneumatycznych urządzeń GRS podczas pracy. Chodzi raczej o to, gdzie przebiega dla mnie granica między pomocą technologii a wykonaniem samego grawerunku. Chcę, żeby ten ostatni etap był wykonany moją ręką.

Technika i projektowanie

Samego posługiwania się rylcem można się nauczyć. Trzeba poznać geometrię narzędzi, sposób ich ostrzenia, kąty prowadzenia i różne techniki cięcia stali. Potrzebne są później setki godzin ćwiczeń, żeby ręka zaczęła robić to, czego oczekuje głowa. Ale projektowanie grawerunku jest dla mnie znacznie trudniejsze. Trzeba odpowiednio zagospodarować niewielką powierzchnię, dobrać proporcje, prowadzić wzór tak, żeby wyglądał naturalnie i jednocześnie pasował do kształtu konkretnego elementu noża. Tutaj nie wystarczy nauczyć się obsługi narzędzia.

Alain zwracał mi uwagę, żebym możliwie dużo czasu spędzał z ołówkiem i kartką. Żeby rysować. Nie od razu przy komputerze i nie od razu na stali. Staram się tego pilnować, choć oczywiście człowiek chciałby jak najszybciej usiąść przy mikroskopie i zacząć grawerować. Coraz bardziej przekonuję się jednak, że dobry grawerunek zaczyna się dużo wcześniej.

Fot.3. Charakterystyczny kształt gardy wymaga precyzyjnie zaprojektowanego rysunku.

Praca, której często nie widać

Jednym z najbardziej czasochłonnych etapów jest usuwanie tła. Osoba patrząca na gotowy nóż zwraca uwagę przede wszystkim na ornament. Tymczasem przygotowanie czarnego, zagłębionego tła wokół niego potrafi zająć ogromną ilość czasu.

Stal usuwa się stopniowo, bardzo małymi fragmentami. Milimetr po milimetrze. Przy bardziej skomplikowanym projekcie są to dziesiątki godzin monotonnej pracy pod mikroskopem. To chyba jedna z rzeczy najtrudniejszych do pokazania osobie, która nigdy nie widziała procesu ręcznego grawerowania.

Gotowy wzór można obejrzeć w kilka sekund. Trudno na jego podstawie wyobrazić sobie liczbę godzin potrzebnych do wykonania. Alain powiedział mi kiedyś, że klienci często nie rozumieją, co właściwie robimy i dlaczego zajmuje nam to tak dużo czasu. I rzeczywiście trudno się temu dziwić. Żyjemy w świecie, w którym większość rzeczy można kupić od ręki. W pracowni czas płynie trochę inaczej.

Cały czas się uczę

Nie uważam się za mistrza grawerowania. Jest przede mną jeszcze bardzo dużo pracy. Chcę nauczyć się kolejnych technik: inkrustacji złotem, głębokiego grawerowania czy bulino. Chcę też coraz lepiej projektować własne ornamenty. Na razie bazuję przede wszystkim na klasycznym scrollworku i uczę się od ludzi, którzy poświęcili tej sztuce całe zawodowe życie.

Mam nadzieję, że z czasem moje grawerunki będą coraz bardziej rozpoznawalne. Tak samo jak cały Ratel zmienia się i dojrzewa razem ze mną, tak samo będzie prawdopodobnie z grawerunkiem. Nie śpieszę się z tym. Jeśli czegoś nauczyło mnie dotychczas nożownictwo, to tego, że nie da się skrócić drogi do dobrego rzemiosła.

Grawerunek na Ratlu

W Ratlu grawerunek znajduje się przede wszystkim na gardzie, czyli stalowym elemencie łączącym głownię z rękojeścią. To niewielka powierzchnia, ale bardzo dobrze widoczna. Właśnie tam może znaleźć się również element indywidualny dla właściciela: inicjały, monogram albo herb rodzinny. Lubię ten rodzaj personalizacji. Ratel pozostaje Ratelem. Nie zmieniam jego podstawowej konstrukcji ani proporcji pod każde zamówienie, ale grawerunek daje możliwość pozostawienia na konkretnym egzemplarzu czegoś osobistego. Sam również traktuję go jako swój podpis. Cały nóż robię ręcznie, ale grawerunek pozwala mi wejść jeszcze poziom głębiej. Kiedy kształtuję ostrze i rękojeść, pracuję w stosunkowo dużej skali. Kiedy później siadam przy mikroskopie i zaczynam nacinać stal rylcem, robię właściwie to samo, tylko na powierzchni mierzonej w milimetrach. W obu przypadkach najpierw mam jakiś obraz w głowie, a później próbuję przenieść go w materiał. Zdecydowałem też, że nie będę wykonywał grawerunków na nożach innych twórców. Chcę rozwijać tę umiejętność wyłącznie jako część własnego nożownictwa. Staram się połączyć kilka dziedzin: knifemaking, kaletnictwo i grawerowanie. Każda z nich osobno wymaga wielu lat nauki. Próba osiągnięcia wysokiego poziomu we wszystkich jednocześnie jest trudna, ale właśnie takie wyzwania zawsze najbardziej mnie interesowały. Dlatego graweruję własne noże. Chcę, żeby wszystko, co znajduje się na Ratlu, od pierwszego kształtu ostrza aż po ostatnią linię wyciętą rylcem, było częścią tej samej pracy i tej samej historii.

Thank you for spending this time with me.
Hubert Zdunek